Zanikająca umiejętność

Zanikająca umiejętność

 

 „Drugi człowiek jest jak lustro – gdy się zatrzymasz i popatrzysz uważnie dłużej, dowiesz się więcej o sobie”. Wojciech Eichelberger

Minęło już 10 lat, odkąd na rynku pojawiły się pierwsze smartfony i przekształciły telefon w urządzenie, z którym niechętnie się rozstajemy. I choć zwiększyły liczbę kontaktów, to w znaczący sposób obniżyły ich jakość. Czy nadal potrafimy ze sobą rozmawiać? Czy to zanikająca umiejętność?

Czasy, w których telefon służył wyłącznie do rozmowy, minęły bezpowrotnie. Sir Ken Robinson, autor książki „Oblicza Umysłu. Ucząc się kreatywności”, zauważa, że szereg aplikacji, które są dostępne w naszych smartfonach, uczynił z nich w większym stopniu urządzenia zapewniające rozrywkę niż służące do komunikacji. Dość dobitnie pokazują to wyniki ankiety przeprowadzonej przez analityków firmy badawczej Furry. Przeciętny Amerykanin używa telefonu komórkowego przez ponad 4 godziny dziennie. Stanowi to około 20-procentowy wzrost w porównaniu z wynikami z 2015 roku i wiele czynników wskazuje na to, że ilość czasu, jaką spędzamy z naszym smartfonem, będzie wzrastać. Alarmujące są też wyniki badań przeprowadzonych przez pracowników Nottingham Trent University na grupie osób w wieku  18-33, według których w ciągu dnia sprawdzamy telefon około 85 razy. Co ciekawe, większość ludzi nie jest świadoma tego, ile razy klika w ekran telefonu, w szczególności, jeśli rozpoczęta sesja trwa tylko kilka sekund lub jeśli sprawdzamy nasz profil w mediach społecznościowych, wykonując w tym czasie inną czynność.

Razem, a jednak osobno

Podczas gdy smartfon ma za zadanie ułatwić nam życie, to jest kilka aspektów naszego społecznego funkcjonowania, które ucierpiały na jego rosnącej popularności. Sherry Turkle, autorka książki „Samotni razem: Dlaczego oczekujemy więcej od zdobyczy techniki, a mniej                od siebie nawzajem”, podkreśla, że paradoksalnie dostęp do technologii, która ma nam pomóc  w kontakcie z innymi, tak naprawdę izoluje nas od ludzi. Ale jak to? Przecież to dzięki naszym smartfonom możemy mieć bliski kontakt z naszymi bliskimi. Już nie musimy iść na pocztę i wysyłać listu, wystarczy, że za pomocą kilku kliknięć na czacie lub messengerze przekażemy to, co mamy do powiedzenia. Regularna aktualizacja statusu zwalnia nas z poczucia obowiązku, aby każdą osobę osobno poinformować o zmianie pracy lub przeprowadzce. Zaręczyłeś się? Nic prostszego! Wystarczy zmienić status na Facebooku i czekać na lawinę lajków i gratulacji. I chyba tym niezwykle dogodnym – a przede wszystkim szybkim – komunikowaniem się  z innymi kieruje się wielu użytkowników Facebooka, a na pewno jedna z bohaterek książki „Sfejsowani” autorstwa Susan Flores, która dowiedziawszy się o śmierci swojego wuja i cioci postanowiła przekazać tę informację ich dzieciom w poście, zamiast skontaktować się z nimi bezpośrednio. Swoje zachowanie tłumaczyła tym, że chciała jak najszybciej powiadomić jak największą liczbę członków rodziny.

Chcesz porozmawiać? Napisz do mnie maila!

Komunikacja stanowi przeważającą część naszego dnia. Bez względu na to, czy odbywa się za pomocą Internetu, czy w bezpośrednim kontakcie z drugą osobą. Choć trudno oszacować, ile czasu przeznaczamy na bezpośrednią rozmowę, to badacze od dawna obserwują niepokojący trend polegający na tym, że podczas rozmowy coraz częściej towarzyszy nam smartfon. Jeszcze do niedawna takie zachowanie było niedopuszczalne, postrzegane jako aroganckie i niekulturalne, jednak z czasem stało się coraz bardziej akceptowalne społecznie. Praca pod presją czasu i rosnąca lista zadań do zrobienia sprzyjają temu, że często – nawet nieświadomie – korzystamy z telefonu, jednocześnie prowadząc rozmowę, lub za pośrednictwem komunikatora prowadzimy kilka konwersacji jednocześnie. Wiele osób rezygnuje z prowadzenia rozmów twarzą w twarz na rzecz komunikacji za pośrednictwem czatu. Jednak takie zachowanie niesie ze sobą pewne konsekwencje zarówno dla nas, jak i dla naszego rozmówcy.

 

Efekt Złotowłosej

Bezpośrednia rozmowa z drugim człowiekiem jest istotnym elementem naszego funkcjonowania, jednak tego typu kontakt jest czasami o tyle trudniejszy, że wymaga od nas reagowania na bieżąco. Jeśli coś nas rozdrażni lub źle zrozumiemy to, co druga osoba chciała nam przekazać, bardzo często dajemy się ponieść emocjom i uruchamiamy nasze automatyczne reakcje, mówimy słowa, których potem żałujemy. Nie ma tu opcji edytowania lub usunięcia tego, co zostało już powiedziane. To podczas rozmów twarzą w twarz tak naprawdę uczymy się drugiego człowieka i siebie samych. Nie każdy jednak jest gotów na taką naukę.

To poczucie kontroli, jakie daje nam komunikacja online, określane jest przez psychologów jako efekt Złotowłosej. Trafna analogia do bohaterki opowiadania o Złotowłosej i trzech niedźwiadkach, w której owa Złotowłosa wybierała, z której miseczki chce zjeść śniadanie i w którym łóżku chce spać. Takie zachowanie przekłada się na naszą potrzebę kontrolowania częstotliwości kontaktu z innymi osobami oraz tego, jakich informacji im udzielamy. Smartfon jest wybawieniem dla wielu, złotym środkiem pomiędzy chęcią utrzymania kontaktu a potrzebą unikania go. Podczas rozmowy za pomocą komunikatora nie musimy martwić się o to, czy przez przypadek nie zdradzimy za dużo, czy nie odsłonimy swoich wad, które tak skrzętnie skrywamy, i czy nie pokażemy swoich prawdziwych emocji. Gdy dowiemy się o śmierci osoby bliskiej naszemu znajomemu, nie musimy szukać odpowiednich słów, wystarczy, że klikniemy ikonkę „przykro mi”. Minusem jest jednak to, że tracimy zdolność do kontaktu z drugim człowiekiem, do akceptacji tego, kim jest, tego, że czasem może się np. jąkać. Jesteśmy biegli w rozpoznawaniu emotikonek, ale powoli tracimy zdolność odczytywania komunikatów niewerbalnych.

 

Mindfulness podczas rozmowy

Często zdarza nam się wykonywać dwie czynności jednocześnie, np. rozmawiać przez telefon, jednocześnie przeglądając na laptopie Facebooka. Myślimy, że druga osoba nie zorientuje się, że nie skupiamy się w pełni na tym, co do nas mówi, jednocześnie łudząc się, że potakiwanie i pomrukiwanie czynią z nas aktywnego słuchacza. Brzmi znajomo, prawda? A nagła cisza podczas rozmowy?  Coraz mniej ludzi jest w stanie ją znieść. Ten czas, który rozmówca może wykorzystać na zebranie myśli, jest zwalczany przez nieodpartą pokusę sięgnięcia po telefon  i wypełnienia tej pustki i poczucia niezręczności. W świecie wirtualnym nie ma tego problemu, wystarczy się wylogować. Czasem mam wrażenie, że zdolność do prowadzenia rozmowy, takiej prawdziwej, gdzie czuje się zaangażowanie i zainteresowanie naszego rozmówcy, może niedługo aspirować do tak rzadkiej zdolności,  że będzie można wpisać ją do wirtualnego CV na LinkedIn w kategorii „umiejętności”.

Co zatem zrobić, aby poprawić naszą umiejętność prowadzenia rozmowy? Jak skupić się na rozmowie, kiedy o naszą uwagę walczy wibrujący telefon lub towarzyszy nam nieodparta potrzeba sprawdzenia tego, co dzieje się na portalach społecznościowych? Psychologowie podkreślają, że znaczące korzyści może przynieść mindfulness – często tłumaczone jako uważność. Jest ona przede wszystkim rodzajem uwagi skierowanej na tu i teraz, świadomością tego, czego aktualnie doświadczamy. Zdaniem profesora medycyny, Jona Kabat-Zinn’a, autora niezwykle popularnej książki „Życie. Piękna katastrofa”, mindfulness jest formą medytacji. Wielu badaczy już od ponad trzech dekad interesuje się tym, jak mindfulness wpływa na nasze zdrowie fizyczne i psychiczne. Wyniki są na tyle obiecujące, że techniki mindfulness są  z powodzeniem stosowane w różnych aspektach naszego życia.

Czym zatem jest mindfulness w rozmowie z drugim człowiekiem? Najbardziej trafnym cytatem oddającym najważniejsze zasady mindfulness są słowa Matki Teresy, która powiedziała kiedyś: „Jeśli z kimś rozmawiasz, to rób to tak, jakby to była jedyna osoba na ziemi”. W rozmowie pełnej uważności kluczową rolę odgrywa bycie obecnym, wykształcenie umiejętności skupienia się wyłącznie na tym, co i w jaki sposób mówi nasz partner. Choć brzmi banalnie, to początki mogą być trudne, ponieważ często zdarza się, że słuchając drugiej osoby, przygotowujemy sobie w myślach swoje odpowiedzi i to, co za chwilę powiemy. Najważniejsze to uświadomienie sobie tego, że tak się dzieje, i jak najszybsze ponowne skierowanie uwagi w stronę rozmówcy.  W przeciwnym razie łatwo się on zorientuje, że myślami jesteśmy gdzie indziej. Takie odpływanie myślami przywodzi mi na myśl historię mojej znajomej, którą pewnego styczniowego dnia odwiedził ksiądz. A że był to czas wizyt duszpasterskich zwanych kolędą, ksiądz był pewnie zmęczony rozmowami z wieloma osobami. Na czas rozmowy znajoma zamknęła swojego psa w drugim pokoju, jednak ten usilnie dawał znaki, że też chce uczestniczyć w spotkaniu, skrobiąc pazurami o drzwi. Słysząc to, znajoma skomentowała sytuację: „widzi ksiądz, nawet pies chce uczestniczyć w kolędzie”. Na co ksiądz, potakując głową ze zrozumieniem i pewnym smutkiem w głosie, odpowiedział: „widzi Pani, tak się czasem w życiu zdarza”.

Mindfulness zachęca nas również do tego, aby podczas rozmowy zwrócić uwagę na mimikę rozmówcy oraz to, w jaki sposób wyraża emocje. Czasem rozdźwięk między tym, co mówi dana osoba, a tym, co wyraża jej postawa ciała, jest ogromny. Dobrym przykładem takiej sytuacji są gratulacje z okazji naszego awansu składane przez koleżankę, która nie darzy nas sympatią. Kolejnym ważnym aspektem rozmowy jest umiejętność trwania w ciszy. Dla wielu osób cisza podczas rozmowy jest sytuacją stresującą i trudną do wytrzymania. Te osoby za wszelką cenę chcą tę ciszę czymś wypełnić.  Czasem jednak lepiej jest razem pomilczeć niż mówić byle co.

Dlaczego praktykowanie tych umiejętności w rozmowie jest ważne? Bycie uważnym podczas rozmowy pomaga nam stać się dobrym rozmówcą, a bycie nim jest istotnym składnikiem budowania trwałych i satysfakcjonujących związków, zarówno tych na gruncie zawodowym, jak i w życiu prywatnym.