134H-1024x683

Pomarańczowy poniedziałek o zapachu trawy cytrynowej, czyli czym jest synestezja.

Dostrzeganie koloru dźwięków, ich kształtu, struktury, czy położenia, wydawało mi się zupełnie abstrakcyjną, nadludzką zdolnością. Tymczasem jest to jedna z form synestezji, która może mieć tyle twarzy, ilu synestetów na ziemi istnieje. Ponieważ kojarzy mi się z pewnym niezwykłym, dodatkowym bonusem związanym z pracą zmysłów, bardzo się zdziwiłam, gdy szukając właściwej definicji trafiałam na słowa „zaburzenie” lub „choroba”. Założę się, że niejedna osoba, chciałaby doświadczać takiego „pomieszania zmysłów”.

Nic dziwnego

Oliver Sacks poświęcił synestezji cały rozdział w książce „Muzykofilia” (tutaj w kontekście muzyki). Za Galtonem przywołuje definicję, że jest to zjawisko fizjologiczne, stała, wrodzona zdolność. Co istotne, nie dająca się kontrolować przez wolę. Sam Sacks ujął ją następująco:

Są jednak ludzie, u których wrażenia jednego zmysłu stale i automatycznie uruchamiają wrażenia innych zmysłów. Dla prawdziwego synestety to nie jest żadne „jak gdyby”, po prostu wrażenia różnych zmysłów są dla nich splecione ze sobą.

Samych odmian synestezji może być naprawdę mnóstwo. Przede wszystkim zależy to od tego, które zmysły są jednocześnie uruchamiane, jak również od indywidualnych predyspozycji. Oliver Sacks opisuje m.in. przypadek wybitnego kompozytora, który mając słuch absolutny, widzi każdą tonację w innych barwach. W dodatku każda z nich ma swój wyszukany odcień. Tak opisywał niektóre z nich:

Tonacja g-moll nie jest po prostu żółta – jej kolor to ochra lub mangostan, d-moll jest jak krzemień, grafit, f-moll jest ziemista, popielista.

W „Muzykofilii czytamy również o kobiecie z podwójną synestezją. Poszczególne muzyczne interwały oprócz koloru mają również dla niej smak, który nieomylnie pojawia się zanim jeszcze jest w stanie sama świadomie nazwać ten, który usłyszała. Np. kwinta ma smak czystej wody, zaś sekta mała, śmietany.

Pomieszanie zmysłów wygląda bardzo różnie

Muzyczna synestezja związana z barwnymi dźwiękami jest najczęściej spotykana. Być może wynika z samego faktu, że sprzyja opowiadaniu o doznanych wizjach. Inne formy, jak widzenie liter, całych wyrazów oraz cyfr w stałych kolorach, czy odczuwanie ich zapachów, są dla ludzi tak oczywiste, że rzadko mówią o tym głośno, uznając to za powszechne zjawisko. Zazwyczaj wychodzi to na jaw zupełnie przypadkiem. Sprzyja temu fakt, że jest to zazwyczaj przypadłość genetyczna, trwająca od dzieciństwa. Jeśli więc ma ją ojciec, dziadek i ja odkąd sięgam pamięcią, to oczywiste, że wszyscy ją mają…  Ciężko w związku z tym oszacować, jak wielu synestetów istnieje. Dla ogólnego wyobrażenia, Oliver Sacks spotkał się ze statystykami wskazującymi jednego synestetyka na dwa tysiące osób. Można się jednak spodziewać, że jest ich więcej. Wielu z nich prawdopodobnie o tym po prostu nie mówi.

Skoro synestezja nie jest do wyuczenia, to skąd się bierze?

Richard Cytovic, po przeprowadzeniu pierwszych neurofizjologicznych badań nad synestetykami potwierdził, że funkcjonalne obrazowanie mózgu jednoznacznie wskazuje na aktywizację dwóch lub więcej zmysłowych obszarów kory mózgowej. Może to wynikać z „anatomicznego naddatku neuronowych powiązań między różnymi obszarami mózgu”. Co interesujące, połączenia te występują w okresie płodowym oraz  wczesnego dzieciństwa u naczelnych oraz  niektórych innych ssaków. Do kilku miesięcy po narodzinach mogą zostać zredukowane, albo całkowicie zaniknąć. Ponadto, jak podaje Sacks za Daphne Mauer, z obserwacji niemowląt ludzkich wynika, że ich zmysły na tym etapie są „splecione w synestetyczną magmę”. Być może zatem w ciągu pierwszych kilku miesięcy życia wszyscy jesteśmy synestetami, dopóki owe hiperpołączenia zgodnie z naturą nie zostaną usunięte, a nasze zmysły odseparowane.

Synestezja w sztuce

Niełatwo sobie wyobrazić, jak to jest czuć zapach dotyku lub słyszeć  smaki. Na szczęście istnieją artyści, którzy dokonali próby wizualizacji różnych form synestezji.  Spójrzmy na dzieła kilkorga z nich.

Melissa S. McCracken – artystka malująca muzykę. Do 15 roku życia myślała, że kolorowe litery czy cyfry widzą wszyscy. Najbardziej jednak docenia doznania płynące podczas słuchania muzyki. Podzieliła się tym z resztą świata malując w abstrakcyjny sposób takie utwory jak „Shine On You Crazy Diamond” Pink Floyd, „Karma Police” Radiohead i wiele innych, do których obejrzenia szczerze zachęcam. Na autorskiej stronie artystki, przy każdym obrazie znajduje się link do utworu pod wpływem którego został on namalowany.

Wprawdzie żaden z reżyserów kolaboracji  Terri Timley nie jest synestetą, ale wiedza o tego rodzaju zdolności stała się punktem wyjściowym do nakręcenia wizualnie pomysłowego, pełnego absurdu filmu pt. „Synesthesia”.  Mamy tu synestezję w wybuchowej formie!

Kojarzycie film „Ratatouille” oraz scenę, gdy Remi doświadcza wizualizacji odkrywanych przez siebie smaków? Na polecenie reżysera scena ta została stworzona przez animatora Michela Gagne, również synestetę.

tumblr_lgr4i06tx71qbv0fyo1_500Kadr z „Ratatouille”(2007)

Tworząc tę audiowizualizację Michel Gagne sam jeszcze nie wiedział, że dziwne wizje których doświadcza, to właśnie forma synestezji. Kilka razy  w roku zdarzało mu się, że nagle jego pole widzenia zaczynało być wypełniane kolorowymi zygzakami i fajerwerkami niewiadomego pochodzenia. Podczas koncertu pianistów Paula Plimley’a i Barry’ego Guy’a, Gagne doświadczył na tyle intensywnego połączenia zmysłów, że postanowił to uwiecznić tworząc animację „Sensology”.

Artystka Michal Levy widzi dźwięki oraz słyszy kolory. Animacja „One” którą stworzyła pod świetny jazzowy utwór jest odzwierciedleniem tego, co faktycznie odczuwa. Cały proces tworzenia był poprzedzony skrupulatnie przygotowanymi szkicami swoich „wizji”. Zobaczcie sami efekty.

 

Integralność zmysłów bardzo wzbogaca odbiór rzeczywistości. Jak mówi Melissa S. McCracken, synestezja nie rozprasza ani nie wprawia w dezorientację. Dodaje natomiast niepowtarzalności w doświadczaniu otaczającego świata. Można sobie wyobrazić, że pozbawienie synestety takiej zdolności  sprawiłoby, że percepcja rzeczywistości nagle stałaby się znacznie uboższa. Dla niektórych twórców, np. muzyków, mogłoby to znacznie utrudnić lub nawet uniemożliwić proces tworzenia.

Literatura cytowana:
Sacks, O. (2009). Muzykofilia. Poznań: Zysk i S-ka.

Dowiedz się więcej tutaj, tutaj i tutaj.