szczęście

Podziel się radością ze swoim mózgiem i zaprogramuj go na szczęście!

Zdarzyło mi się usłyszeć kiedyś takie wyznanie: „Wiesz, chyba mam problem z przeżywaniem radości.  Planuję wyjazdy, świetne spotkania i bardzo się na nie cieszę. Wyobrażam sobie, że będę wtedy  w siódmym niebie. Czekam na nie z niecierpliwością, a gdy już TO się dzieje, nie potrafię się ekscytować. Potem to wspominam i WIEM, że to było przyjemne, ale ciężko mi to CZUĆ. Wszyscy mówią, żeby koncentrować się na dobrych chwilach, a ja czuję się tak, jakby nic one nie wnosiły do mojego życia”. Jeśli bliskie są Tobie te słowa, mam dobrą wiadomość. Istnieje sposób, aby nauczyć swój mózg ponownego  przeżywania radości i dodatkowo czerpać z tego wymierne korzyści. Pora na szczęście!

Gdzie nasza dziecięca radocha?

Gdybyśmy przypomnieli sobie nasz rozwój pod kątem przeżywania radości, prawdopodobnie wyciągnęlibyśmy pewien wspólny wniosek. Gdy jeszcze byliśmy mali i to opiekunowie chronili nas przed „zagrożeniem”, a my nie zdawaliśmy sobie z niego sprawy, nasz świat wydawał się beztroski i dosyć mocno skoncentrowany na poszukiwaniu i przeżywaniu różnych przyjemności. Nawet niemowlętom niewiele potrzeba do szczęścia. Cieszą się i są spokojne, gdy tylko zaspokojone są ich podstawowe potrzeby. Czy to już dowód na to, że z natury jesteśmy radośni? W zależności jednak od osobistych doświadczeń prędzej czy później te pozytywne aspekty zaczęły być zastępowane orientacją na lęki, stres, czy przykre doznania i poniekąd dominować w osobistym życiu. Zrobiło się odwrotnie. Trzeba się wręcz nastarać, aby to radość królowała w życiu.

Powrót do korzeni

Trudno odpowiedzieć na pytanie, jacy jesteśmy z natury i jak kierować się ku radosnej harmonii, bez oparcia o ewolucyjną neuropsychologię. Tak też uczynił neuropsycholog i nauczyciel medytacji Rick Hanson. W swojej książce „Szczęśliwy mózg” przedstawia rozwój mózgu, który na drodze ewolucji posiadł trzy „systemy operacyjne”: unikanie krzywdy, dążenie do nagrody oraz nawiązywanie więzi z innymi. Zaspokajają one odpowiednio trzy podstawowe potrzeby: bezpieczeństwa, satysfakcji  i więzi. Jednocześnie każdy z tych systemów ma zasadniczo dwa ustawienia: responsywne i reaktywne.

Tryb responsywny

Ustawienie responsywne jest domyślne – tak długo, jak nasze wyżej wymienione potrzeby są zaspokajane, działa właśnie ono. Dzięki temu czujemy się bezpiecznie, spokojnie, wdzięczni, zadowoleni, pełni życzliwości, miłości, mający poczucie własnej wartości. Jeśli ten tryb jest dominujący, dzięki różnym procesom neurochemicznym z nim związanych, z dużą łatwością radzimy sobie ze stresorami. Powiedzmy, że dzięki tej homeostazie czujemy się „jak w domu”, do którego lubimy wracać – w końcu dobrze nam sprzyja.

Tryb reaktywny

 Z kolei tryb reaktywny powstał po to, aby ochronić naszych przodków przed zagrożeniem. Przy braku zaspokojenia naszych potrzeb i przy negatywnych doświadczeniach jesteśmy skłonni wyjść z trybu responsywnego. Nasz mózg zaczyna być czujny i nieustannie poszukuje zagrożenia w celu zlokalizowania i uchronienia się przed nim. Stawia nas w gotowości do walki, ucieczki lub zastygnięcia w bezruchu. W przypadku naszych przodków chodziło raczej o dosłowne zagrożenie, dzisiaj natomiast to codzienny stres, zamartwianie się, przykre doświadczenia są już wystarczającym powodem wejścia w ustawienie reaktywne. Przez ten tzw. allostatyczny stan zasoby odpornościowe naszego organizmu są bardzo uszczuplone. We krwi rządzą adrenalina i kortyzol, zaś w umyśle króluje lęk, smutek, czy poczucie krzywdy.

Istotność przewagi

O ile tryb reaktywny włącza się co jakiś czas, to potrafimy wolno i spokojnie wracać do naszej homeostazy. Niestety współczesne życie, pełne presji i wymagań oraz brak możliwości rozładowania stresu sprawia, że jest on aktywny bardzo często, a tryb responsywny włącza się jedynie co jakiś czas i coraz ciężej nam do niego wrócić. Niestety z czasem zaczyna być to dla nas normą, wręcz wydaje nam się, że taka właśnie jest nasza natura. Istotne jest natomiast, że ten tryb nie jest ani dla nas, ani dla naszego otoczenia korzystny, związane są z nim bowiem trudne emocje, które przy braku upustu mogą prowadzić do depresji czy innych zaburzeń psychicznych. Często również zamiast podejmować odpowiednie kroki ku powrotowi do harmonii, czepiamy się krótkodystansowych przyjemności, jak objadanie się, używki itp., co wychodzi nam tylko na szkodę. Zapominamy również o aspekcie zdrowotnym, przy którym taki styl życia może powodować ogromne spustoszenie.

Jak rozwijać nastawienie responsywne i wracać do naturalnej radości?

Teraz najważniejsze. Jeśli tylko włożymy w to odpowiedni wysiłek, możemy nauczyć nasz mózg działać w sposób, który będzie dla nas korzystny, ponieważ – na szczęście – jest on plastyczny! Oto co radzi Rick Hanson, abyśmy potrafili lepiej odczuwać i korzystać z radości, czyli chłonięcie dobra w czterech prostych krokach:

  1. Zbieraj pozytywne doświadczenia – zauważaj te doświadczenia, które już istnieją w Twojej świadomości (czyli np. różne przyjemne doznania, bliskość z drugą osobą, etc.) lub je kreuj (np. pomyśl o tym, za co jesteś wdzięczny, przypominaj sobie fajne chwile lub swoje małe i większe sukcesy). Postaraj się, aby te myśli stały się emocjonalnie nagradzające, aby były one faktycznym doświadczeniem, a nie jedynie pozytywnym myśleniem.
  2. Wzbogacaj pozytywne doświadczenia – zostań z nimi na 5-10 sekund lub dłużej. Otwórz się na nie, niech wypełnią Twój umysł i ciało oraz się intensyfikują. Po prostu ciesz się nimi. Pomyśl, co nowego może przynieść Twojemu życiu dane doświadczenie? Może prowadzi ono do jakiejś pożądanej zmiany, może jest w czymś pomocne lub wzbogacające?
  3. Absorbuj pozytywne doświadczenie – poczuj z intencją, jak wsiąka ono w Ciebie. Staje się częścią Ciebie, a Ty częścią niego. Niech porządnie osadzi się w Twoim umyśle. Możesz wizualizować sobie, że jest klejnotem, który chowasz w swoim sercu lub opadającym na Ciebie złotym pyłem. Traktuj je jak cudowny zasób, który zawsze możesz ze sobą zabrać.
  4. Połącz to, co pozytywne z tym, co negatywne (opcjonalnie) – jeśli odczuwasz pozytywne doświadczenie w sposób wyraźny i stabilny, nie zapominaj również o tym, co negatywne. Jeśli na przykład cieszy Cię cudowna podróż w gronie znajomych, przypomnij sobie smutek, który towarzyszył ci, gdy wyjazd nie był możliwy. Jeśli to uczucie wysuwa się na pierwszy plan, zostaw je i z koncentracją powróć do tego, co pozytywne. Jeśli chcesz, możesz ponownie pozwolić temu, co negatywne powrócić, po czym znów wrócić do pozytywnych doświadczeń. Aby kontynuować powolne usuwanie negatywnych myśli, w ciągu kolejnej godziny uświadamiaj sobie tylko to, co pozytywne lub neutralne (np. sytuacje czy ludzi, którzy po prostu byli związani znegatywnymi myślami, ale ich nie wywoływali).

Krok pierwszy stawiamy w celu aktywacji pozytywnego stanu umysłu, natomiast pozostałe w celu ich instalacji w mózgu. Krok czwarty jest dobrowolny i służy temu, aby wykorzystać pozytywne myślenie do łagodzenia, redukowania i ewentualnego zastępowania tego, co negatywne. „Kiedy zaczynasz skłaniać się ku dobru, nie zaprzeczasz złu, ani się mu nie opierasz. Po prostu doceniasz dobro, cieszysz się nim i korzystasz z niego. Uświadamiasz sobie całą prawdę, wszystkie elementy w mozaice życia, nie tylko te negatywne. Rozpoznajesz dobro w sobie, w innych, w świecie i w przyszłości, którą możemy wspólnie tworzyć. I jeśli tak postanowisz, możesz je wchłonąć”.

Wiedza dotycząca funkcjonowania naszego mózgu, a co za tym idzie, naszego samopoczucia, powinna nam towarzyszyć od najwcześniejszych lat. Dlatego gorąco zachęcam do sięgnięcia po „Szczęśliwy mózg” Ricka Hansona, Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego. Dzięki niej nie tylko zrozumiemy, co dzieje się w naszych głowach, ale także dostaniemy proste i konkretne wskazówki, jak czerpać z naszych własnych zasobów i poczuć w końcu prawdziwą radość.

szczęście

„Szczęśliwy mózg” Rick Hanson, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne