Kryzys w związku a wpływ doświadczeń z dzieciństwa

Kiedy pojawia się kryzys w związku szukamy winnego. I tak łatwo usłyszeć możemy, że „jesteś taka sama, jak Twoja matka”, „to wszystko dlatego, że Twój ojciec jest uzależniony”, „Twoja praca, znajomi są najważniejsi”… Tutaj pojawić się może wiele porównań, wyzwisk, nieprzyjemnych słów. Często, gdyby popatrzeć na kłótnie z boku, moglibyśmy zobaczyć, że odgrywamy ciągle ten sam scenariusz, padają podobne zdania i reakcje. Kryzysy w relacji zdarzają się często i są nieuniknione. Nie chcemy ich doświadczać, ale są ważną częścią, często otwierającą oczy i rozwojową dla związku. Kryzys często wnosi nową energię, pokazuje jak i czy nam na sobie zależy. Kryzys pojawia się na różnych etapach związku, bo przecież nie da się cały czas przymykać oko na wady drugiej osoby.

Zgłaszają się do mnie m.in. osoby, które mówią o problemach w relacji dotyczących trudności z bliskością, zaangażowaniem się, z nadmierną kontrolą, z zazdrością. Nazwałabym to takim dryfowaniem na wodzie. Jaka fala, takie nasze położenie. Brakuje stabilizacji, poczucia bezpieczeństwa. Jedna z moich klientek mówiła o takim byciu z boku relacji, aby zostawiać sobie asekurację, że w każdej chwili może odejść, dlatego jej angażowanie się w relacje również było połowiczne. Nie rozumiała partnera, który często mówił jej o braku uczuć z jej strony, o tym że nie widzi ich razem tylko jakby każdego z osobna. Ta mocna ochrona siebie przed zranieniem sprawiała, że nie mogła przekroczyć granicy przed otworzeniem się na męża, byciu spontaniczną i wykazującą inicjatywę w relacji. Kiedy rozmawiałyśmy pojawił się obraz relacji rodziców, często nieobecnego ojca, płaczącej po kątach matki powtarzającej jej, aby nie pozwoliła żadnemu mężczyźnie się skrzywdzić, że w relacji to ona musi rozdawać karty. Pamięta, jak obiecała sobie, że żaden mężczyzna nie będzie miał nad nią władzy. Widziała swoją matkę jako słabą, poddającą się woli ojca. Natomiast ojciec jawił jej się jako osoba, od której wszystko zależy, że to on rozdaje karty, gdyż tylko on zarabiał pieniądze. Klientka już od najmłodszych lat podejmowała się różnych prac, aby być samodzielną i nie musieć się prosić o pieniądze ojca. Obraz jej jako silnej, niezależnej sprawiał, że kiedy za mocno zbliżała się do męża pojawiał się lęk, że będzie za chwilę od niego zależna emocjonalnie, gdyż finansowo zadbała o to, aby być niezależną. Dopiero kiedy odniosłyśmy jej obecną relację z mężem do doświadczeń z dzieciństwa klientka uświadomiła sobie czego się obawia, jak mocno zależy jej na mężu i jak boi się go stracić. Paradoksalnie obawy te powodowały, że się bardziej dystansowała niż przybliżała. Dotarcie do uczuć, jakie towarzyszyły jej jako dziecku pozwoliło na otworzenie się na nowe uczucia, reakcje. Zaczęła odważać się mówić o swoich uczuciach w stosunku do męża. Lęk oczywiście nie zniknął, ale na tyle się zmniejszył, że umożliwił jej czerpanie z „tu i teraz”. Nie tylko ona zauważyła różnice w swoim byciu w relacji, również mąż zaczął to dostrzegać.

Wiele z tego, co dzieje się obecnie w naszym życiu ma swoje podłoże w odniesieniu do doświadczeń z dzieciństwa. Często powtarzamy pewne schematy mając poczucie bezradności, że nie jesteśmy się w stanie od nich uwolnić, a jedynie jesteśmy skazani na ich powtarzanie. Niekoniecznie tak musi być. Nie jesteśmy w stanie postąpić inaczej, jeżeli przez wiele lat nauczyliśmy  się reagować w określony sposób. Jeżeli nasze przekonania dyktują nam, co mamy robić. Szansą na przyjrzenie się schematom jest właśnie psychoterapia.

Spróbuj zatrzymać się na tym, co często słyszysz od partnera, o jakich oczekiwaniach on mówi, czego mu brakuje. Jak Ty to widzisz, jak rozumiesz, co czujesz. Spróbuj tego nie negować, a wręcz przeciwnie spróbuj poczuć to, co on czuje. Domyślam się, że ty również czujesz się skrzywdzona i masz też swoje oczekiwania w stosunku do partnera i jak najbardziej one również są ważne. Tyle tylko, że nie rozwiążesz sytuacji, jeżeli będziesz skupiać się wyłącznie na sobie. Jednym z czynników zbliżających w relacji jest rozmowa. Spróbujcie jeszcze raz, ale słuchając siebie nawzajem, bez rozgrywek „kto ma racje, kto jest bardziej skrzywdzony, kto bardziej winny”.

Relacja jest jak tratwa na wodzie. Zbudowana solidnie trochę popływa. Cały czas trzeba jej doglądać i dbać o nią, aby się nie rozchodziła i wytrwała pomimo zmieniających się warunków.

Spróbuj również przyjrzeć się swoim uczuciom, jakich najczęściej doświadczasz, jakie przekonania się pojawiają, co Cię blokuje. Jeżeli próbujesz zmienić swoje zachowanie, starasz sie, a masz wrażenie że ciągle wychodzi tak samo, że jesteś w błędnym kole, może warto spróbować podjąć psychoterapię, która umożliwi ci dotrzeć tam, gdzie samemu często najtrudniej.

Dziękuję mojej klientce za wyrażenie zgody na możliwość wykorzystania pewnych fragmentów z jej historii.