rawpixel-com-315196

Krótkoterminowe pasje. Słomiany zapał, ciekawość czy multipotencjał?

Czas na przyznanie się. Ile pasji lub zamiłowań już w swoim życiu przerobiliście,  ile z nich zostało na stałe, a ile jeszcze kwitnie w fazie pomysłu?

Obnażam się przed wami i z głową podniesioną do góry, już nie ze spuszczonym wzrokiem mówię, że u mnie było tego sporo… Teraz się z tego potrafię cieszyć i śmiać, kiedyś było mi wstyd. Taka pasja. W końcu to coś, co trzeba mieć. Inaczej nie jest się zbyt atrakcyjnym. Sztuka, sport, zwierzaki, cokolwiek, ale coś trzeba mieć. Coś, czym można się trochę pochwalić, pokazać że stać nas na to, aby po pracy porobić coś więcej niż leżenie. Że dbamy o swój rozwój, o swoje potrzeby, że potrafimy się w coś zaangażować i tego nie porzucać. Tak widziałam pasję. Problem w tym, że pomijając swój zawód plus może kilka innych rzeczy do których miałam słabość od zawsze, nie potrafiłam się przy kolejnych pomysłach utrzymać na dłużej. Poszukiwałam i poszukiwałam. Kochałam te momenty, kiedy spływała na mnie łaska i mówiłam głośno “tak, to jest to, co chcę robić”! Będę tworzyć ceramikę! Będę lepić w glinie, odprężać się przy tym, robić wszystkim piękne prezenty. I tworzyłam. Kilka tygodni. Będę robić biżuterię! I robiłam. Może trochę dłużej niż kilka tygodni. Lomografia, siatkówka, spinning, bieganie, wspinanie (do tego wrócę, słowo daję!)… Części  już nawet nie pamiętam. Zaczynałam i porzucałam. I nie była to kwestia tego, że mi się nie chciało.

Skąd ten “słomiany zapał”?

Nie mogłam dojść do tego, skąd u mnie ta forma słomianego zapału, dopóki nie uzbierło się tego trochę i nie zaczęłam się nad tym zastanawiać jako nad całością. Otóż po pierwsze zauważyłam, że to, co dla mnie jest najatrakcyjniejsze, co mnie najbardziej pociąga, to właśnie faza samego pomysłu, a raczej wgłębiania się w niego, poznania go od każdej strony. Czyli właściwie moment, w którym czujemy, że stoimy przed nowym wyzwaniem. Bo jak mi się coś spodoba, coś mnie zainspiruje, to staram się od razu jak najobszerniej poznać temat. Może to zgubne, może przez to się spalam i na dalsze działanie już nie ma energii? Ale ja widzę w tym coś innego. Być może po prostu mam tak silną ciekawość, że taka ceramika na przykład to nie jest coś, w czym ja się będę cudownie czuła przez całe życie, lecz mam ogromną potrzebę posiadania jakiejś wiedzy na jej temat i wrócenia do niej od czasu do czasu. I właśnie to poznanie, czyli przyswajanie wiedzy i przynajmniej cząstkowe posmakowanie jak to się robi w praktyce, sprawia mi największą przyjemność i w zupełności mi wystarczy.

A może to kwestia rutyny?

Po drugie, kwestia rutyny. Uwierzcie mi, że szczerze podziwiam osoby, które są wierne jednej pasji, czy jednemu zawodowi przez całe życie. Mówię to bez cienia ironii. Kojarzy mi się to z takim spokojem ducha, minimalizmem. Rutyna nie jest moją mocną stroną zdecydowanie. I być może właśnie z tego powodu swojemu zawodowi jako psychologowi jednak wierna jestem. Bo poza całą jego szlachetnością i pięknem wypływającym z pomagania, praca z drugim człowiekiem jest tu nieprzewidywalna, urozmaicona, stwarzająca warunki do nieskończonego rozwoju. Wierna jestem też pisaniu. Bo pisać można absolutnie o wszystkim. Można fantazjować, być z każdym wersem kimś innym, pisać o sobie, o kimś, do kogoś, do czegoś… A do tego wszystkiego ma moc uspokajającą, uzdrawiającą i rozwijającą naszą artystyczną stronę. I chyba za to samo kocham książki, muzykę, czy film. Nigdy nie zamykam się w jednym gatunku. Skaczę po nich zależnie od własnej potrzeby i w każdym odkrywam jakąś część siebie.

Tu jesteś, mój potencjale!

Po trzecie – odkrywanie własnego potencjału. I tu dochodzę do przyczyny, dlaczego już się nie wstydzę porzucania kolejnych pomysłów na siebie. Zobaczyłam dzięki temu, co mnie pociąga, a co absolutnie nie, w czym mogłabym być dobra, co mi wychodziło, a co jednak nie. Jak już się pozna smak czegoś, to patrzy się na to innymi oczami, prawda? I jeszcze kwestia multipotencjału, czyli bycia dobrym w kilku rzeczach na raz, niekoniecznie ze sobą powiązanych. Czy mogę być na przykład jednocześnie terapeutą i dekoratorem wnętrz? A dlaczego nie, skoro i w tym i w tym czuję się dobrze, skoro każda dziedzina zaspokaja inne moje potrzeby? Nie porzucajmy czegoś, w czym czujemy się dobrze tylko dlatego, bo albo nie trzyma się kupy z resztą zainteresowań, albo usilnie chcemy pozostać przy jednej dziedzinie. O multipotencjale pięknie wam opowie Emilie Wapnick.

 

A jak to jest z historią waszych pasji? Mieliście lub macie ich sporo, czy trzymacie się od zawsze tej jednej, jedynej?