Kiedy odchodzi ktoś bliski. Nieprzeżyta żałoba

Żyjemy tak, jakbyśmy nie mieli umrzeć nigdy i nie dopuszczamy do siebie myśli, że ktoś z naszych bliskich mógłby umrzeć. Choć czasami mamy świadomość, że bliska nam osoba choruje i lekarze nie dają większych szans, trudno przygotować się na taką chwilę. Niezmiennie potrzebujemy przejść przez etapy żałoby, które opisała Kübler-Rosstakie jak: zaprzeczanie (niedowierzanie, szok) ,gniew, targowanie, depresja (smutek) i na końcu akceptacja (pogodzenie się). Etapy te mogą się mieszać i występować w innej kolejności bądź niektóre z nich mogą nie pojawić się wcale.

W mojej pracy psychoterapeutycznej spotykam się z utknięciem na którymś z etapów doświadczania żałoby, która uniemożliwia pogodzenie się. I tak niemożność pogodzenia się trwa czasami długimi latami. Pamiętam klientkę, która obwiniała się za śmierć męża, nie mogła sobie wybaczyć, że wyszła z domu i nie przypilnowała go, kiedy pił, tak jak robiła to przez wiele lat. Kiedy w końcu zaczynała odpuszczać kontrolę, mąż dostał ataku padaczki i zmarł w wyniku silnego uderzenia w głowę i pęknięcia tętniaka. Przez długi czas przerabiała scenariusz, co by było gdyby… Obarczyła siebie za śmierć męża. Kiedy zgłosiła się na psychoterapię w związku z coraz bardziej obniżającym się nastrojem i poruszyłyśmy śmierć męża, nie mogła zatrzymać łez, które płynęły przez kilka kolejnych spotkań. Pomimo upływu 7 lat od śmierci męża emocje smutku, poczucia winy, złości były w niej nadal bardzo żywe. Wspominam również Panią, która nie mogła pogodzić się ze śmiercią swoich rodziców, którzy zginęli w wypadku drogowym. Miała do nich ogromny żal i złość, że ją opuścili, zostawili, gdyż dostawała od nich dużo wsparcia i pomocy. Doświadczała poczucia krzywdy, zranienia, co sprawiało, że uczucia te były ciągle w niej żywe i nie pozwalały jej wybaczyć rodzicom, a co za tym idzie pogodzić się z ich utratą.

Czasami jest sytuacja odwrotna, kiedy staramy się bardzo szybko odciąć od bólu związanego ze stratą i chcemy jak najszybciej zapomnieć. Popadamy w wir pracy, zajmujemy się zupełnie czymś innym byle tylko nie dopuszczać do siebie myśli, uczuć związanych z żałobą. I tak pamiętam Panią, która straciła roczne dziecko. Tak mocno zaangażowała się w pracę, brała nadgodziny, że nie dopuszczała do siebie kompletnie takich uczuć jak smutek, pustka, żal, beznadzieja, bezsilność. Zatracała się w pracy, w ciągłym robieniu czegoś, aby nie myśleć, nie czuć.

Doświadczenie żałoby niesie ze sobą nieprzyjemne uczucia do przeżywania, które rozchodzą się po całym ciele i mocno zagnieżdżają. Nawet jeżeli staramy się je wypierać to te emocje żyją w nas. I dopóki ich nie uwolnimy, nie pozwolimy sobie na doświadczenie ich, nie znikną. I tak możesz się zdziwić, kiedy ktoś powie Ci, że wyglądasz na smutną/smutnego. I zapyta: czy coś się stało? Nie jesteśmy w stanie ukryć naszych emocji, bo doświadczanie emocji to samo życie. Pracując nad doświadczaniem straty z klientami widzę, jak zmieniają się ich rysy twarzy, jak łagodnieją, a przede wszystkim pojawia się ulga i pewnego rodzaju wytchnienie. To trochę tak, jakby nagle zrobiło się więcej miejsca na złapanie powietrza. Oczywiście nie jest to proces krótki i przyjemny, ale niezmiernie potrzebny. Strata osoby, na której nam zależało sprawia, że pojawia się pewnego rodzaju pustka, której w żaden sposób nie da się wypełnić. Możemy próbować zastąpić ją czymś innym, ale pamięci nie da się oszukać.

Ważne jest odkrycie tego, co sprawia, że nie możemy pogodzić się ze stratą. Czasami są to niewypowiedziane uczucia, złożone obietnice czy wyobrażenie wspólnej przyszłości. Nie ma jednej metody dobrej dla wszystkich. Czasem to, co pomaga to napisanie listu, czasem „rozmowa” z osobą, która odeszła, czasem po prostu czas. Istotna może być w ogóle rozmowa o osobie, która odeszła, gdyż czasami śmierć kogoś bliskiego staje się tematem tabu. Ważne jest wykonanie jakiegoś ruchu, który wyrwie z odrętwienia, w jakim się znajdujemy.

Jesteśmy na tej Ziemi tylko przez chwilę, dlatego tak ważne jest to, co robimy dla siebie i dla naszych bliskich. Nie traćmy czasu na osoby, które na to kompletnie nie zasługują. Doceńmy tych, na których na samą myśli, że mogłoby ich nie być już odczuwamy ich brak. Nie odkładaj na później telefonu do rodziców, spotkania z dziadkami, wyznania miłości partnerowi/ partnerce czy smsa do przyjaciół. Jeśli pojawi się taka myśl, że trochę czasu już minęło od ostatniej rozmowy, zobaczenia się, odezwij się, idź za tym głosem, on dobrze Ci podpowiada. Jutro też jest dzień, ale nie dla wszystkich.

Jeżeli czujesz, że ciągle rozpamiętujesz, obwiniasz siebie, nie możesz pogodzić się ze śmiercią bliskiej Ci osoby, choć minęło już sporo czasu, skorzystaj z pomocy psychoterapeuty. Być może uda Ci się odkryć, co sprawia, że tak trudno pozwolić odejść drugiej osobie.

Są rzeczy, na które nie mamy wpływu i strata, śmierć bliskiej osoby jest niewątpliwie jedną z nich.

Ten tekst dedukuje mojej zmarłej babci, która pomimo cierpienia miała w sobie olbrzymią pogodę ducha. I tak, brakuje mi jej i jednocześnie mam w sobie wdzięczność, że była obecna w moim życiu. Tak prawdziwie obecna.